Publish.MinistryOfInternet.eu

Reader

Read the latest public posts from Publish.MinistryOfInternet.eu.

from Star Trek Tagebuch

StarTrekTagebuch, 26. Eintrag TNG S02F01 (The Child): SpoilerAlert

In der ersten Folge der zweiten Staffel werden einige Um- und Neubesetzungen präsentiert. Zunächst müssen wir uns von Dr. Crusher verabschieden, die die Leitung der medizinischen Abteilung der Starfleet übernommen hat und damit nicht mehr als Schiffsärztin auf der Enterprise tätig ist.

Ihr Ersatz ist Dr. Pulaski, die etwas derber und strenger, dabei aber nicht minder liebenswürdig auftritt. Außerdem hat niemand anderes als Whoopi Goldberg ihren ersten Auftritt als Barfrau(?) – ja die Enterprise hat jetzt auch eine Bar – wobei ich gespannt bin, welche Rolle sie in Zukunft ausfüllt, das wurde erstmal im Dunkeln gelassen.

Zur Handlung: Die Enterprise hat den Auftrag, Proben einer hochgefährlichen Plasmaseuche (whatever that is) zu transportieren. Damit diese keine Gefahr für die Crew darstellen, hat Jordi, der inzwischen von der Brückencrew auf den Chefingenieursposten gerutscht ist, eine Art Container entwickelt, der die Proben sicher versiegelt. Soweit so gut. Kurz bevor sie an der Wissenschaftsstation ankommen, um die Proben aufzunehmen, dringt eine Art Lichtblob in die Enterprise und schließlich in Counselor Troi ein (!), die daraufhin schwanger wird (!!).

Dr. Pulaski hat also direkt ihren ersten “spannenden” Fall und es ist ziemlich offensichtlich, dass diese Folge in erster Linie ihrer Charakterentwicklung dienen soll. Auch wenn das einigermaßen gelingt, bleibt hier doch die Spannung und innere Logik weitestgehend auf der Strecke.

Stattdessen haben wir hier ein Beispiel für den “Myteriöse/Parasitäre Schwangerschaft”-Topos, der, wie ich finde ziemlich problematisch oder zumindest ziemlich platt und einfallslos ist.

Zeit für ein Speaking of: Übernatürliche Schwangerschaft

Dieses Plotelement taucht meist entweder in Filmen auf, die genau darum aufgebaut sind, oder es “passiert” weiblichen Darstellerinnen im Verlauf einer Serie, wobei es hier fast nie um eine “natürliche” oder positiv konnotierte Schwangerschaft geht, sondern meist um irgendeine Art von Besessenheit. So zu sehen in der Alien-Reihe, bzw. Prometheus, bei Akte X, Das Dorf der Verdammten, Jesus von Nazareth, Star Wars, Dr. Who, Twilight, ...

Problematisch daran ist meist die Reduktion der weiblichen Darstellerin auf ihre physiologische Fähigkeit zu gebären, während ihr emotionaler Umgang damit nur sehr wenig Raum bekommt, bzw. nach der Folge, nie wieder angesprochen wird.

Verstärkt wird das Ganze dadurch, dass solche übernatürlichen Schwangerschaften auch meist übernatürlich schnell ablaufen, bzw. das Kind danach extrem schnell wächst, um Handlungszeit zu sparen. Auf die Spitze getrieben wird das Ganze von Schwangerschaften die einen, meist parasitären, Alien- oder Dämonenfötus erzeugen. Hier wird eine Schwangerschaft in etwas morbides, ekeleregendes oder gefährliches verwandelt, das es meist zu besiegen oder zu töten gilt. Wie die weibliche Rolle damit umgeht, gegen ihren Willen geschwängert zu werden und einen Parasiten auszutragen, bleibt dabei meist auf der Strecke.

Als weiterführende Links, hier ein Videos zu:

Übernatürliche Schwangerschaft in Filmen, Serien und Spielen: https://youtube.com/watch?v=0rhH_QGXtgQ&t=321s

Zurück zur Folge:

Auch bei Troi vergehen von der Empfängnis bis zur Zeit in der das Kind 7 Jahre alt ist (!) nur in etwa 2 Tage. Zwar ist ihr Kind kein parasitäres Alien (bzw. es sieht nicht ekelig aus) sondern eine ziemlich genaue Kopie ihrer Gene, nur in männlich.

Später erfahren wir, dass es sich bei dem Lichtblob um eine Spezies handelt, die es vor allem auf Wissenserwerb abgezielt hat und die Menschen (bzw. Halb-Menschen-halb-Betazoids) erforschen wollte, indem es ihren Lebenszyklus im Schnellverfahren durchläuft.

Ganz zufällig (und weil man das Kind bis zur nächsten Folge noch irgendwie los werden muss) gibt das Kind jedoch eine Art von Strahlung ab, die die Proben (die sich inzwischen an Bord befinden) zum wachsen anregt, wodurch sie drohen, aus den Containern auszubrechen.

Um die Crew und seine Mutter zu retten, beschließt das Kind, sich wieder in seine Lichtblob-Form zu begeben und die Enterprise zu verlassen. Troi ist darüber natürlich emotional zerrüttet, ich bezweifle jedoch stark, dass sie das in irgendeiner der nächsten Folgen noch ernsthaft beschäftigt. So sehr will man(n) sich mit dem ganzen Schwangerschaftsthema dann doch nicht beschäftigen.

Insgesamt leider ein eher unwürdiger Auftakt der 2. Staffel, wobei ich den Charakter von Dr. Pulaski ziemlich interessant finde und auch auf Whoopi Goldbergs Rolle gespannt bin. 🖖

 
Weiterlesen...

from W nieskończoności skryta...

$while false; do live; done

Mam wrażenie, że w momencie gdy skończyłam szkołę średnią, moje życie zatrzymało się w miejscu. Od tamtej pory tkwię jakby w nieskończonej pętli, tak jakby ktoś, kto programował moje życie, zapomniał o warunku wyjścia. Ludzie dookoła idą do przodu, znajomi ze szkoły już dawno pokończyli studia, niektórzy zrobili doktoraty i pracują już na habilitacje. Inni mają dobrą pracę i żyją sobie spokojnie. Moje dzieci rosną, jeszcze trochę i będą dorosłe. A ja cały czas stoję w tym samy miejscu.

I choćbym nie wiem jak bardzo się starała to nie potrafię ruszyć dalej.

Zawsze chciałam skończyć studia. Nie jakieś tam pierwsze lepsze, żeby mieć jakiś papierek do CV, ale takie, które będą zgodne z tym co lubię i do czego mam talent.

Dlaczego to dla mnie takie ważne? Bo mam tego pecha być kobietą w spektrum autyzmu, która na dodatek bardzo lubi przedmioty ścisłe i jest w te klocki nawet dobra. A żeby było ciekawiej, to żyję sobie w patriarchalnym świecie więc nie doświadczyłam tego szczęścia, jakim jest samodzielny wybór szkoły średniej zgodny z własnymi zainteresowaniami. Zrobiono to za mnie, bez pytania o zdanie. Dzięki temu mam dyplom technika ekonomisty. Tak wiem, że podstawą w ekonomii jest matematyka więc nie powinnam wcale narzekać. No niby tak, ale jednak nie. Bo matematyka w ekonomii jest ważna, ale dopiero na poziomie uniwersyteckim a nie szkoły średniej. W moim liceum nie było fizyki, chemii ani biologii a matematyka była ograniczona do minimum, bo gdzieś tą ekonomię trzeba było upchnąć w planie lekcji. Przez 4 lata szkoły średniej wystarczająco dobrze znienawidziłam ekonomię, by nawet nie myśleć o dalszej nauce w tym kierunku.

Mimo sprzeciwów (znowu chcieli za mnie wybrać) wybrałam studia na moim wymarzonym kierunku na wydziale fizyki. Ile ja się nasłuchałam, że nie dam sobie rady, że za głupia jestem, że nie miałam ani jednej lekcji fizyki więc po co ja w ogóle tam idę... Jednym słowem, jak zwykle miałam bardzo ciekawe wsparcie ze strony rodziny.

Ku zdziwieniu wszystkich, pierwsze półtora roku zaliczyłam bez większych problemów, wszystko na czas. Jejku, cały pierwszy rok studiów to najcudowniejszy okres w moim życiu. Nigdy wcześniej i nigdy później nie byłam tak szczęśliwa. W końcu poznałam ludzi z którymi coś mnie łączyło, jakieś zainteresowania itp. W tej chwili wiem, że od samego początku borykałam się z trudnościami wynikającymi ze spektrum, ale mimo to dawałam sobie radę.

Rodzina dała mi spokój i już się nie czepiała. Niestety okazało się, że moje szczęście zaczęło bardzo drażnić mojego ówczesnego chłopaka, który nie poszedł na żadne studia. Zamiast tego wybrał pracę. To on był bezpośrednią przyczyną mojego pierwszego wypalenia. Kryzys pojawił się pod koniec drugiego roku, musiałam wziąć urlop dziekański. Po powrocie nie było już tak samo. Ledwie dawałam radę, miałam typowe problemy związane z wypaleniem, czyli selektywna amnezja, trudności w uczeniu się itp.

Dochodzenie do siebie zajęło mi kilka lat. I w tym miejscu kończy się moja pętelka i zaczynam wszystko od nowa. No bo na wydziale fizyki zobaczyłam co mnie ominęło w liceum i poznałam odrobinę informatyki i nie potrafiłam z tego zrezygnować. Więc kolejna próba i kolejna porażka. I kolejne lata wychodzenia z kryzysu. Porażka oczywiście znowu dzięki ludziom, którzy ponoć mnie kochali (kochają). Zadziwiające jest to, że zawsze znajdzie się ktoś, komu przeszkadza moje dążenie do szczęścia, mimo, że to moje dążenie do szczęścia nie stoi w sprzeczności z ich interesem. Nawet jest wręcz przeciwnie, bo jaki jest pożytek z osoby pogrążonej w czymś co wygląda jak depresja...

Rok temu znowu wróciłam do początku mojej ukochanej pętelki. I znowu to samo. Tym razem dużo szybciej. Tym razem nikt szczególnie mi nie przeszkadzał. Już nie musiał. Wystarczył mi mój emocjonalny bagaż z poprzednich prób i jako taka wiedza co mnie czeka. Sama się wykończyłam strachem przed kolejną porażką i tym, że zależało mi jak nigdy dotąd bo i kierunek studiów był dla mnie szczególnie wyjątkowy – matematyka... Wcześniej tylko krążyłam gdzieś wokół tej matematyki, bo nigdy nie miałam odwagi spróbować, bo zawsze uważałam, że matematyka jest dla wybitnych, a ja oczywiście taka nie jestem, bo przecież moi bliscy od dziecka mi to powtarzali, bo wybitni z matematyki to mogą być przecież tylko mężczyźni...

Teraz mam jednak coś, czego wcześniej nie miałam. Wiem skąd się biorą moje wszystkie trudności. Paradoksalnie bycie w spektrum wcale nie jest tym, co mnie zawsze eliminuje ze studiów. Świadomość bycia w spektrum jest bardzo ważna i oczywiście pomaga. Ale tym co mnie naprawdę eliminowało były odwieczne starania moich bliskich, by zrobić ze mnie kogoś, kim nigdy nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę. To decydowanie za mnie, co jest dla mnie najlepsze. To wymuszanie bym była ,,normalna”. To w końcu moje odwieczne próby i starania by spełnić oczekiwania neurotypowego świata by móc w nim zaistnieć na takich samych prawach jak osoby neurotypowe. Czyli nic innego, jak życie w fałszu.

Czy w takim razie można to nazwać życiem?

Nie, to nie jest życie. I im szybciej się z tym pogodzę, tym szybciej zacznę żyć. Więc tak, stoję w miejscu, ale nie dlatego, że utknęłam w nieskończonej pętli bez warunku wyjścia. Stoję w miejscu bo moja pętla życia w ogóle się nie wykonuje. Żeby zaczęła się wykonywać muszę zmienić fałsz na prawdę

$while true; do live; done

 
Czytaj dalej...

from Star Trek Tagebuch

StarTrekTagebuch, Filmspecial: Star Trek III – The Search for Spock(SpoilerAlert):

Auf zum vorerst letzten Filmspecial bevor ich zur 2. Staffel von TNG zurückkehre.

Der Film beginnt quasi genau da, wo der letzte aufgehört hat. Die Enterprise ist auf der Erde angekommen, die meisten Kadetten und Crewmitglieder sind schon versetzt worden. Scotty auf die U.S.S. Excelsior und Saavik und David auf das Wissenschaftsschiff U.S.S. Grissom (beide werden später noch wichtig).

Außerdem soll die Enterprise, da sie schon 20 Jahre alt ist, außer Dienst gestellt werden, obwohl sie ja soweit ich mich erinnern kann, im ersten Film komplett auf den neusten Stand versetzt wurde🤔

Jedenfalls will Admiral Morrow (anscheinend der Oberbefehlshaber und damit höher im Rang als Kirk), nicht zulassen, dass sich auf nahe Zeit irgendjemand dem neu belebten Genesis-Planeten nähert oder auch nur genaueres darüber weiß.

Denn auch die Klingonen haben von dem Planeten erfahren und fühlen sich durch eine solche Waffe bedroht. Soweit so verständlich.

Ohne Spock lässt sich im weiteren Verlauf des Films leider nur wenig Logik finden (pun intended 🙃). Spocks Vater hat einen Auftritt, der Kirk Vorwürfe macht ihn zurückgelassen zu haben und ihm verät, dass Vulkanier ihr Bewusstsein durch Berührung auf andere Lebewesen übertragen können.

Aus den Aufzeichnungen ist zu sehen, wie Spock genau das tut, als er McCoy kurz vor seiner Selbstaufopferrung mit dem Wuxi-Fingergriff ausknockt. Wobei ich mich direkt gefragt habe, warum er das nicht in einem kurzen Nebensatz hätte erwähnen können? Ich meine, wer Zeit für lange Aphorismen über die Bedürfnisse vieler oder einzelner hat, kann auch kurz erwähnen:

“Hey, außerdem steckt mein Geist in McCoy, nur falls ihr damit irgendwas anfangen wollt, mich wiederbeleben zum Beispiel.” McCoy wiederum wäre wohl über kurz oder lang zu einem brabbelndem Irren geworden, hätten sich Kirk und Spocks Vater nicht diese Aufzeichnung angeschaut. Menschen scheint es nämlich langfristig nicht gut zu tun, das Bewusstsein eines Vulkaniers in sich zu tragen, who could have guesed that!

Als Kirk das ganze vor Admiral Morrow bringt, lässt dieser sich trotzdem nicht umstimmen. Was macht man also? Richtig: Meuterei!!

Aber zunächst zurück zum Planeten, zu dessen Erforschung sich Saavik und Daivd auf die Oberfläche haben beamen lassen. Dort finden sie – surprise, surprise – Baby Yoda.. äh ich meine natürlch Toddler-Spock der halb erfroren im Schnee liegt.

Insgesamt scheint das Wetter auf Genesis ziemlich unbeständig zu sein, völlig verschiedene Klimazonen liegen in Minecraft-Manier direkt nebeneinander und auch die ganze Vegetation und der Planet scheint seltsam beschleunigt.

Kruge nimmt, nachdem er die U.S.S. Grissom weggeballert hat, Saavik und David (und mittlerweile Teenager-Spock) gefangen und versucht aus ihnen Informationen über Genesis rauszuquetschen.

Hierbei erfahren wir auch den Grund für die eigenartigen Zustände auf Genesis:

Davids Wissenschaftsteam hat bei der Entwicklung der Genesis-Sonde sog. Proto-Materie verwendet, von der man nichts weiter erfährt, als dass sie “kein moralischer Wissenschaftler” verwenden würde (dum dum duuuum) und dass sie der Grund ist, warum Spock und alles andere auf dem Planeten so schnell altert und der Planet generell kurz vorm explodieren steht.

Inzwischen haben Kirk, Scotty, McCoy, Chekov und Uhura, erfolgreich die Enterprise gekapert.

Mal abgesehen davon, dass es ein ziemliches Armutszeugnis für die Föderation ist, dass man einfach so zu fünft ein Schiff AUS DEM GESCHLOSSENEN HANGAR stehlen kann, macht sich Kirk offenbar auch keine Sorgen, dass sie alle für Hochverrat angeklagt werden, eher so: Whatever.

Jedenfalls schaffen sie es durch Scottys Sabotage (!) an der U.S.S. Excelsior, die deren Trans-Warp-Antrieb lahmlegt, ungehindert bis nach Genesis.

Nach einem Feuergefecht mit dem dortigen Klingonenschiff, kommt es zu einer Pattsituation. Das Klingonenschiff wird schwer beschädigt, aber auch die Enterprise, steht ohne Schilde und Waffensysteme da.

Kruge zieht daraufhin seinen Joker: die Gefangenen Saavik und David. Um seinen Standpunkt zu unterstreichen, will er auch direkt einen Gefangenen töten lassen.

Doch bevor der Anführer des klingonischen Away-Teams Saavik hinrichtet, wirft sich David heldenhaft dazwischen und wird getötet. Ich hab erwarted das Kirk zu einem martialischen “KRUGE!!”-Schrei ansetzt, wurde aber enttäuscht. 😕

Etwas vorgezogene Rache bekommt Kirk jedoch, indem er den Selbstzerstörungsmodus der Enterprise anwirft und auf die Planetenöberfläche evakuiert, kurz bevor ein Entertrupp der Klingonen auf die Enterprise beamt und schließlich zusammen mit der Enterprise hochgejagt werden.

Auf der Oberfläche nimmt er wieder Kontakt zu Kruge auf und fordert die Rettung seiner Crew im Tausch gegen die Genesis-Informationen. Statt darauf einzugehen, beamt Kruge selbst auf den Planeten, der btw immer instabiler wird. Er sieht ein, dass der Planet selbst für Klingonen nicht wirklich gemütlich ist und lässt alle bis auf Kirk und Spock auf sein Schiff beamen.

Wer noch einen Beweis braucht, das Logik nicht Teil der militärischen Ausbildung bei den Klingonen sein kann, bekommt ihn hier geliefert:

Die vorher auf die Enterprise gebeamte und vernichtete Entertruppe war offenbar die GESAMTE FUCKING Crew des Klingonenschiffs, was, minus Kruge, nur noch einen Klingonen auf dem Schiff zurücklässt, der von der eben hochgebeamten Enterprise-Crew natürlich leicht überwältigt wird.

Kirk und Kruge liefern sich derweile einen Fistfight auf der Oberfläche, die sich nun entgültig zu Mordor geworden ist. Thematisch passend macht Kruge dann auch den Gollum, bzw. wird von Kirk in die überall hervorsprudelnde Lava gestoßen.

Kirk und Spock können hochgebeamt werden und nehmen Kurs auf Vulkan, wo der inzwischen Erwachsene Spock, sein Backup von McCoy wieder eingespeist bekommt.

Speaking of: Bewusstseinsübertragung

In einer Review zur TNG-Folge: 'Loneley among us' habe ich schonmal angerissen, dass Star Trek im Bezug auf Bewusstsein oder “Seele” eher einen Monismus, bzw. Materialismus vertritt.

Das heißt, ein Bewusstsein ist immer an den Körper (oder einen anderen physischen Träger) gekoppelt und kann nicht außerhalb davon existieren (es gibt also keine Seelen). Gerade die Überlegung, dass es nicht immer nur ein einziger Körper sein muss, wurde schon oft in der Science Fiction aufgegriffen. Meist geht es dabei darum, in Form von “Mind uploading” das Bewusstsein von einem Körper, in ein künstliches Objekt (meist einen Computer) zu übertragen.

So zu sehen z.B. in: The Creation of the Humanoids (1962) oder Transcendence (2014) oder in der fantastischen Buchreihe Children of Time

Auch in der realen Forschung gab es dazu schon Überlegungen (z.B. mit Fruchtfliegen). Allerdings scheitert eine Umsetzung wohl bisher daran, dass die extreme Komplexität einen menschlichen Gehirns, mit der uns verfügbaren Halbleitertechnik nicht abgebildet werden kann. Ganz zu schweigen davon, wie der “Upload” technisch realisiert werden soll.

Davon unterscheiden würde ich noch die Übertragung von Bewusstsein zwischen Lebewesen, wie es hier im Film passiert ist.

Ob es wirklich einfacher ist, ein Bewusstsein in ein Gehirn einer Spezies zu kopieren, mit der man noch nicht einmal eine gemeinsame Evolution teilt (z. B. auch bei Avatar – Aufbruch nach Pandora) oder ob man eine Art von Computer nutzt, ist fraglich.

Eine mögliche Fusion beider Methoden ist ein sog. Biocomputer, der zwar künstlich ist, aber, wie das Gehirn, biochemisch arbeitet, statt elektrisch.

Im Film werden all diese Fragen nicht geklärt, sondern der “Mind meld” wird als inharente Eigenschaft von Vulkaniern präsentiert, auch wenn ich sicher bin, dass das in TOG oder später noch detaillierter ausgeführt wird.

Generell geht es beim Mind Upload als Topos in der Science Fiction meist entweder darum Unsterblichkeit zu erlangen oder das Bewusstsein zu konservieren, wie auch hier im Film, oder um Augmentation also Verbesserung der eigenen Hirnleistung. Meist werden dabei moralische Konflikte aufgebaut, wie z.B. Klassismus zwischen Augmentierten oder Unsterblichen und denen, die das nicht haben (oder sich nicht leisten können).

Andererseits ist auch der Verlust der eigenen Persönlichkeit oder Größenwahn infolge der erlangten Macht ein beliebter Plot. Fun fact zum Schluss: wenn es nur darum geht eine perfekte Kopie eines Bewusstseins (was gleichbedeutend mit der Kopie eines Körpers ist), sind bei Star Trek mit dem Transporter schon alle technischen Möglichkeiten gegeben, was allerdings zum berühmten Beaming-Paradox führt.

Fazit zum Film:

So wie sich der Boden auf Genesis aufgetan hat, musste man auch im Plot dieses Films aufpassen, nicht in die riesigen Logiklöcher zu fallen. Es drängt sich der Eindruck auf, dass es primär darum ging Spock zurückzuholen (wahrscheinlich aus Selbstschutz um nicht von einem wütenden Trekkie-Mob gelyncht zu werden) und drumherum einfach irgendeine Story mit bekannten Elementen (Klingonen, Genesis, Mind meld) zusammengeschustert, wobei eigentlich spannende und epische Momente, wie der Tod Davids oder die Opferung der Enterprise seltsam beliebig und lieblos daherkommen.

Darum war The Search for Spock, wie ich finde, leider der bisher schlechteste Film, aus dem man aber mehr hätte machen können. 🖖

Kurzer Nachtrag:

ich kann gerade nicht fassen, dass mir das erst jetzt auffällt aber Kruge, der Klingonencaptain wird von keinem anderen gespielt als Doc Brown (a.k.a. Christopher Lloyd) himself.

 
Weiterlesen...

from Chris

Gedanken ganz frisch aus der Luft gegriffen eingefangen und vorsorglich kastriert chemisch gereinigt vom Unrat befreit persönlich zensiert überdacht keimfrei steril leicht verdaulich in Worte verpackt ~Karl Zbigniew Grund

Wer kennt es Nicht? In Warheit laufen wir doch alle nur mit Masken herrum. Der radikal-offene Hippie, der seine erste Kommune Gründen will, im richtigem Umfeld aber zum Teilzeit Junkie wird und Nachts durch die Straßen zieht ist bereit ist alles hinter sich zu lassen nur um zu verbergen, dass seine Großeltern mehrere Eigentumshäuser besitzen. Manchmal, da frage ich mich, wer ich wirklich bin. Manchmal, da denke ich, ich weiß es. Nur jedes mal, wenn ich einen Anker habe, jedes Mal, wenn mein Leben endlich so ist, wie ich es mir seit zwei Wochen wünsche, bin ich allein. Und ich versuche danach zu greifen was mich ausmacht, zu dem zu kommen was ich bin aber jedes Mal, wenn ich mich einmal mehr öffne sehe ich nur eine weitere Schale der Zwiebel und ich versuche die Zwiebel zu schälen ich kralle meine Fingernägel rein und reiße raus, was schon tot ist ich sitze fast unter tränen und reiße und reiße und reiße alles ab was ich dachte zu wissen und immer und immer wieder sehe ich mich nicht. Ich glaube ich werde nihilist bleiben müssen

 
Weiterlesen...

from W nieskończoności skryta...

Urlop

Taki może dziwny ten urlop* i pewnie dlatego dziwnie się nawet czuję siedząc od kilku dni w domu bez dzieci. Sytuacja ta jest dla mnie wyjątkowa, bo pierwszy raz, odkąd przyszły na świat moje dzieci (czyli już lat naście), mam tydzień tylko dla siebie. Co tam, że jestem chora – mogłam się chociaż normalnie wychorować!

I dziś w końcu, po 5 dniach chorowania, obudziłam się bez jakiegoś bólu (gardła, głowy, ucha...). I zamiast wstać i cieszyć się tą chwilową wolnością, najpierw musiałam trochę poleżeć. Poleżeć skopana przez patriarchat. Tak jak leży na ulicy człowiek skopany przez jakichś zwyrodnialców. Bo w końcu mogłam po prostu leżeć w takim stanie tyle ile było mi trzeba, bez presji, że muszę od razu się podnieść...

Czy zrobię coś sensownego w ten tydzień? Wątpię. Zaraz się skończy.

Czy jest mi źle z tego powodu, że nic nie zrobię? Nie, po stokroć nie! Już samo to, że mogę tak sobie leżeć skopana i nie wstawać jest dla mnie mega przeżyciem! Odpoczynkiem, którego strasznie mi brakowało przez te wszystkie lata. Dlatego pewnie jeszcze nie raz będę tak leżeć, zanim dzieci wrócą do domu...

*mało kto nazwie to w ogóle urlopem

 
Czytaj dalej...

from Star Trek Tagebuch

StarTrekTagebuch, Filmspecial: Star Trek II – The Wrath of Khan (SpoilerAlert):

Einige Jahre nach der Handlung des ersten Films (der wohl nicht so richtig zum Kanon gezählt wird) trifft sich Admiral Kirk wieder mit der alten Crew.

Die Enterprise ist unte Captain Spock mittlerweile ein Trainingsschiff, auf dem Starfleet-Kadetten ausgebildet werden. Eine der jungen Kadetten ist die Vulkanierin Saavik, die gerade den Kobayashi-Maru-Test absolviert. Hierbei soll sie in einer Simulation als Captain eine kritische Situation lösen.

Dabei scheitert und verliert ihr Schiff. Eigentlich soll die Situation in diesem Test gar nicht gelöst werden können, sondern es soll ein Charaktertest sein, in dem junge Kadetten mit der Ausweglosigkeit im Angesicht des sicheren Todes klar kommen sollen (etwas ähnlichem musste sich Wesley ja auch schon bei seiner Prüfung zur Aufnahme in die Academy stellen, wenn auch in kleinerem Maßstab).

Kirk hat als Einziger den Test jemals “gelöst” (also eine Möglichkeit gefunden, bei der nicht alle drauf gehen), wie genau, wird aber erst später geklärt.

Kirk soll demnächst die Enterprise inspizieren, feiert aber vorher noch seinen Geburtstag zusammen mit McCoy, der ihn bequatscht, dass er wieder ein Kommando braucht, um nicht völlig einzurosten (wenig subtiles foreshadowing an dieser Stelle).

Szenenwechsel:

Die U.S.S. Reliant unter dem Kommando von Captain Clark Terrell (und mit einem weiteren ehemaligen Enterprise-Crewmitglied: Pawel Chekov) soll für das Forschungsprojekt “Genesis” unbelebte Planeten suchen. Dabei handelt es sich offenbar um ein fortschrittliches Terraforming-Tool was allerdings nur auf Planeten angewandt werden darf, auf der es nicht einmal die ursprünglichsten Formen von Leben gibt (warum wird auch später geklärt).

Auf Ceti Alpha VI entdeckt man schwache Spuren von Leben und der Captain beamt zusammen mit Chekov runter, um es zu untersuchen.

Warum man nicht einfach weiter nach einem unbelebten Planeten sucht, ist nicht ganz klar. Wahrscheinlich ist die Untersuchung neuer Lebensformen sowas wie die oberste Starfleet-Dienstanweisung. Ich kann mir aber vorstellen, dass dadurch das Projekt ganz schön verzögert wird, wenn man für jede Mikrobe einen Zwischenstopp einlegt.

Terell und Chekov entdecken aber weitaus mehr als Mikroben Sie entdecken eine “Bande” von ausgesetzten “Menschen”. Anführungsstriche hier, weil nicht ganz klar ist “was” genau Khan und seine Anhänger eigentlich sind. Sie (oder nur er?) wurden laut ihm schon vor über 200 Jahren geboren, also sind sie entweder durch genetische Augmentation wesentlich langlebiger oder haben die meiste Zeit im Kälteschlaf verbracht (nicht sehr zuverlässig wie wir aus der letzten TNG-Folge wissen). Genetisch verändert im Hinblick auf erhöhte Körperkraft und Intelligenz (was er nicht müde wird zu erwähnen) ist Khan auf jeden Fall.

Jedenfalls wurde er von Captain Kirk vor etlichen Jahren auf Ceti Alpha V ausgesetzt.

Ja richtig V (fünf) nicht VI (sechs) ist der Planet auf dem sie sich gerade befinden (nach gängiger Namensgebung also der fünftnächste Planet des Sterns Ceti Alpha). Nummer 6 ist kurz nach Kahns Ankunft explodiert (warum auch immer) und die Umlaufbahn von Kahns Planeten wurde etwas mehr zum Rand der Goldlöckchen-Zone geschoben, was ihn zum Wüstenplaneten gemacht hat.

Hier wurde ich kurz stutzig. Ich meine, dass man als Starfleet nicht jeden Tag nachschaut, wie sich irgendwelche Verstoßenen im Exil schlagen, ok. Aber wenn in einem Sternensystem plötzlich ein Planet weniger da ist, als auf den Karten verzeichnet, hätte doch spätestens der Reliant auffallen müssen. Ich meine, so ein Planet rollt ja nicht einfach so unters Sofa und auch wenn er explodiert ist, bleibt doch zumindest planetarer Schutt übrig?

However. Khan ist jeden fall sehr interessiert an dem Projekt Genesis und daran, sich an Kirk für seine Verbannung zu rächen. Er pflanzt Terell und Chekov ein paar entfernte Verwandte der späteren Stop-Motion-Krabben ein, um sie zu kontrollieren und mit ihrer Hilfe die Reliant zu kapern.

Von da fliegt er zur Forschungsstation des Genesis-Projektes ordnet (über Chekov) an, ihm nach seiner Ankunft die kompletten Forschungsmaterialien zu überlassen. Angeblich alles auf Kirks Befehl hin, womit er natürlich plant Kirk zu ihm zu locken.

Speaking of: Wie bau ich mir einen “guten” Bösewicht (am Beispiel Khan)?

Etwas mehr Meta-Talk jetzt über die Charakterbildung des Films und im speziellen zum “Bösewicht” Kahn. Aus meiner Sicht steht und fällt eine Story mit dem Bösewicht und der zweite Star Trek-Film bringt hier einen außergewöhnlich Gelungenen.

Ein Bösewicht muss zunächst einmal eine glaubhafte Bedrohung sein, was Khan durch seine genetischen Verbesserungen zweifelsohne erfüllt, zusammen mit der “Waffe” in Form des Genesis-Projektes (zu dem komm ich später).

Mindestens genau so wichtig ist aber auch die Motivation, des Bösewichts. Von ihr hängt ab, ob der Böswicht einfach “schon immer böse” ist (Imperator Palpatine, T1000, Melkor, Voldemort, usw.), was ziemlich eindimensional ist oder ob sein “böse-sein” einen vielschichtigeren Grund hat. Wie ein traumatisches Erlebnis/Kindheit (Darth Vader, Two Face, Joker), das Einfluss einer anderen bösen Macht (Darth Vader, Saruman) oder sogar der Kampf für ein angebliches “größeres Wohl” (Magneto, Grindelwald).

Letztere machen einen Bösewicht vielschichtiger, da man als Zuschauer ihre Beweggründe ein Stück weit nachvollziehen kann. Im Falle Khans, kann ist Rache die primäre Motivation und ich meine ich kann es durchaus verstehen. Ich wäre auch sauer, wenn man mich (gerechtfertigt oder nicht) auf einem Planeten aussetzt und dann nie wieder nachschaut was aus mir geworden ist, während ich dort ums Überleben kämpfe. Auch kümmert sich Khan durchaus um seine Anhänger/Gefährten, die für ihn mehr sind als austauchbare Minions, was ihn schon fast ein Stück sympathisch macht.

Kirk wird nun von Dr. Marcus (offenbar eine alte Bekannte) von der Genesis-Forschungsstation Regula 1 kontaktiert. Die Verbindung ist allerdings so gestört, dass Kirk nur versteht, irgendjemand wolle die Forschungsdaten abholen.

Aus der Routineinspektion wird nun eine ernsthafte Mission und Kirk wird (surprise, surprise) von Spock das Kommando übertragen.

Die Enterprise trifft auf dem Weg nach Regula I auf die gekaperte Reliant, der sie zunächst ohne hochgefahrene Waffensysteme begegnet. Khan eröffnet das Feuer und die Enterprise wird stark beschädigt. Nun eröffnet er auch Kirk seine Identität und verlangt alle Informationen zum Genesis Projekt. Kirk geht zum Schein darauf ein, nutzt aber die Zeit um über eine Art Starfleet-internen Team-Viewer auf die Systeme der Reliant zuzugreifen und deren Schilde herunterzufahren. Kahn muss nun seinerseits einiges einstecken und zieht sich in Richtung Regula zurück.

Die Enterprise nimmt die Verfolgung auf, ist aber aufgrund eines beschädigten Warp-Antriebs um einiges langsamer. Bei Regula I angekommen ist zunächst von der Reliant nichts zu sehen. Kirk, McCoy und Saavik beamen auf die Forschungsstation, während Spock mit den Reparaturen beginnt.

Auf der Station finden Kirk und Co. den zurückgelassenen Chekov und Terell, während der Rest der Forscherinnen offenbar gefoltert und getötet wurden. Beim Transporter der Station finden sie heraus, dass sich offenbar einige überlebende Forscherinnen zusammen mit den Genesis-Materialien auf die Planetenoberfläche gebeamt haben.

Bevor sie folgen, holt Kirk von Spock eine Schadensmeldung ein, der im berichtet (Achtung wichtig!), dass die Reparaturen mehrere Tage dauern werden, woraufhin Kirk ihm den Befehl gibt, sich aus dem System zurückzuziehen, wenn sie nach einer Stunde nichts von ihnen hören.

In einer Höhle des Planeten trifft Kirks Team auf Dr. Marcus Sohn David, der sie zunächst angreift, aber von Kirk überwältigt werden kann und ihn und Dr. Marcus davon überzeugt, dass nicht die Starfleet, sondern Kahn sich die Materialien aneignen will.

Plötzlich ziehen Chekov und Terell ihre Phaser und bedrohen die anderen, während sie Khan kontaktieren, der offenbar die ganze Zeit zugehört hat. Er weiß nun auch wo genau sich die Sonde befindet und kann sie zu sich an Bord beamen.

Dann befiehlt er Chekov und Terell Kirk zu töten. Terell kann sich jedoch dem Parasiten in seinem Hirn soweit widersetzen, als dass er die Waffe auf sich selbst richtet und sich erschießt. Chekov widersetzt sich auch, woraufhin die Kreatur aus seinem Ohr gekrochen kommt und von Kirk vernichtet wird. Khan muss sich nun damit zufrieden geben, Kirk und die anderen in der Höhle zurückzulassen.

Dort wird nun das ganze Ausmaß des Genesis-Projektes sichtbar, mit dem Dr. Marcus diesen Teil der unbelebten Höhle in einen üppigen Dschungel verwandelt hat.

Speaking of: Das Genesis-Projekt aka. Agent-Orange-Terraforming

Namensgebend für dieses Terraforming-Projekt ist das 1. Buch Mose (Genesis – griech. für „Geburt“, „Ursprung“, „Entstehung“) aus dem alten Testament, womit wohl auf den nur wenige Tage dauernden Schöpfungsmythos angespielt werden soll.

Technisch soll das ganze so funktionieren, dass in einer Art Kettenreaktion, ein Teil der unbelebten Materie aufgelöst wird und aus der daraus gewonnenen Energie, belebte Materie in hoher Geschwindigkeit reproduziert wird.

Der Nachteil (in Form einer wenig subtilen Atombomben-Analogie) besteht allerdings darin, dass, wenn man die Genesis-Sonde auf einem bereits belebten Planeten oder Mond aktiviert, dort zunächst sämtliches Leben ausgelöscht wird.

Wobei mit Leben hier wahrscheinlich wieder nur kohlenstoffbasierte Lebensformen gemeint sind. In wie weit so eine Sonde eine Bedrohung für z.B. machine-life sein würde, wird nicht vertieft. Dieser Umstand erklärt einerseits, warum es so wichtig war, nach einem Planeten ohne jedes Potential für Leben zu suchen (alles andere wäre offensichtlich ein krasser Verstoß gegen die Prime Directive) und warum Khan es sich als effektive Massenvernichtungswaffe aneignen will.

Zurück zum Film:

Während Kirks Team auf Kontakt zur Enterprise wartet, verbringt man die Zeit mit ein wenig Charakterentwicklung:

Dr. Marcus junior stellt sich als Kirks Sohn heraus, von dem er nichts wusste. Saavik fragt ihn erneut nach dem Kobayashi-Maru und wie er ihn gelöst habe. Kirk eröffnet ihr, dass er damals mehr gemogelt als wirklich eine Lösung gefunden hat. Er hat einfach unbemerkt die Software des Tests umprogrammiert und damit das eigentliche Prüfungsziel (den Umgang mit dem Tod) umgangen.

Statt nun mehrere Tage auf die Reparatur der Enterprise zu warten, nimmt Kirk plötzlich in einem shyamalanischen Twist Kontakt zu Spock auf und lässt das Team zurück auf die gefechtsbereite Enterprise beamen.

Spock hatte ihm beim letzten Funkkontakt subtextuell zu verstehen gegeben, dass er mit der Reparaturzeit maßlos übertrieben habe, um Khan in falscher Sicherheit zu wiegen, da er den Verdacht hatte (woher auch immer), dass dieser mithöre.

Es folgt ein Raumgefecht innerhalb eines undurchsichtigen Weltraumnebels (wobei der wohl eher der Phantasie des Drehbuchschreibers entspringt, statt etwas mit einer realen interstellaren Wolke zu tun zu haben). Dabei gelingt es Kirk mit seiner größeren Erfahrung die Reliant auszumanövrieren und Khan zu schlagen.

Statt zu kapitulieren zündet der besiegte Khan die Genesis-Sonde, die (nach einem countdown von vier Minuten) alles Leben in einem größeren Umkreis, inklusive der Enterprise, zu vernichten droht.

Das Problem ist, dass der Warp Antrieb der Enterprise immernoch massiv beschädigt ist, was eine schnelle Flucht aus dem System unmäglich macht.

Spock begibt sich kurzentschlossen in den Maschinenraum um bei der Reparatur zu helfen, indem er die “Brennstäbe”(?) von Hand austauscht (Kinder, macht das nicht Zuhause nach), sich aber dabei einer tödlichen Dosis Strahlung aussetzt und stirbt.

Der Enterprise geling durch Spocks Opfer eine Flucht in letzter Sekunde. Im Epilog wird Spocks Leichnam auf die nun vor Leben pulsierende Oberfläche von Regula geschossen. Zusammen mit McCoys Aussage, dass er “nicht wirklich Tod” sei (wink, wink) und, dass man nicht wisse, wie sich Genesis-Sonde auswirke, wird hier gleich mit einer ganzen Zaunsreihe gewunken.

Da wird man wohl auf ein Jesus-mäßiges Comeback hoffen können.

Fazit:

Dieser Film hat sich wirklich sehr gut aus den Zutaten für einen guten Plot orientiert.

Angefangen bei einem glaubwürdigen Bösewicht, überraschenden Twists, heroischen Opfern, bis hin zu vielschichtigen Charakteren. Besonders Saaviks comming-of-age Nebenstory hat mir gut gefallen. Hoffentlich ist sie bei den nächsten Filmen auch wieder mit von der Partie. Ganz zu Schweigen von dem (wenig subtilen) Cliffhanger, der einen auf den nächsten Film gespannt macht.

Da werde ich wohl auch den Rat annehmen, mir doch gleich noch den Nächsten anzusehen, bevor ich mit TNG fortfahre. 🖖

 
Weiterlesen...

from On the Mind

Overthinking is a problem that seems to plague so many people.

Thinking thinking of you, too many thoughts in my head I'm confused, overthinking is all I can do, overthinking is making me blue – (Over)thinking, Nia Archives

Et cetera, Et cetera, Et cetera...

Despite trying to be self-aware about it, I still often let my mind wander and fall into the trap too. A belief in absurdism and that the present state of the world is the world, can be some of the best ways to combat these thought processes.

Albert Camus, one of the most important writers in the philosophy of absurdism, argues that people have a constant urge to understand the world. People crave information, despite there being so many questions that we can't answer. For instance, we don't understand the reason of the world. People have tried and failed for all of history to understand the meaning of life, however there are also much more simple questions that people experience in their lives that also seem incomprehensible.

Sisyphus is the perfect example of an absurd person. He is entirely self-aware about the futile state he finds himself in, for him, there will never be a better or a worse day, he holds no dream of a greater afterlife, as he is cursed to roll the boulder up the hill every day. Yet his certainty about the ills of his fate give him absolute freedom, his entire existence has become the present. He accepts the absurd and finds happiness in his futility.

We are all aware that death, loss and failure are an inevitability in life. To live absurdly is to revolt against this truth. To be the person you are, in the place you are, in the circumstances you have, is a culmination of every historical event happening the way it did since the beginning of the universe, and that fact is absurd.

Freedom through absurdism is acknowledging that many parts of the world are entirely unreasonable but living happily in the present anyway, because you are free from needing to achieve a certain meaning.

Every time you overthink, you probably only consider >0.00001% of the actual possibilities that could be occurring. In every scenario that you conjure up, weirder things have happened.

If your aunt had balls she'd be your uncle, but she doesn't so she's not.

The butterfly effect is an all-encompassing phenomenon. The chance of your aunt having balls and being your uncle, was a coin flip, as biological gender assignment is. How would that change affect your life ? The exact same coin flip happened to you. What would be the impact on your life if you were the opposite biological gender ? This is just one of billions of chance events that has occurred throughout your life that create the present. Overthinking is pointless because we can never know, and there will always be an event that had a greater impact on determining your present than the whims of your personal relationships.

The world is absurd and seeking complete meaning and understanding is a task that is either impossible, or incomprehensible. And by extension, spending an hour trying to find meaning in a .e.g cryptic text message isn't a worthwhile task.

For Camus, freedom is rebelling against meaninglessness by enjoying our lives with the full knowledge that they have no meaning whatsoever. No meaning means you have no expectation to do certain things or be a certain person, and that is freedom.

 
Read more...

from On the Mind

Do you believe in fate ?

Everyone knows what fate is, and the concept, as applied to your life is a bet you cannot lose, à la Pascal's wager.

My belief in it means that unfortunate events are easy to deal with, and allows me to stay calm and objective in the face of these events.

It's a shame that it happened, but it was meant to be. – me, all the time

On the other hand, if the event in question was a positive one, then what do you have to worry about ?

If at some point I receive irrefutable proof that fate doesn't exist, then my wholehearted belief in it has meant that difficult events throughout my life have been easier to deal with, as I felt they were out of my control.

If fate does exist, then I am correct, and have nothing to worry about.

 
Read more...

from Star Trek Tagebuch

StarTrekTagebuch – Filmspecial: Star Trek – The Motion Picture (SpoilerAlert):

Auf gehts zu meinem ersten Star Trek Film und gleichzeitig meiner ersten Begegnung mit der TOS Crew. Vorab, so schlecht, wie er mir angekündigt wurde, fand ich ihn gar nicht. Ja, an einigen Stellen etwas unausgegoren, aber insgesamt ganz ok.

Der Film beginnt mit der Vorstellung des “Bösewichts” in Form einer riesigen Energiewolke, die sich auf die Erde zubewegt und alles auf ihrem Weg vernichtet. Erst müssen ein paar Klingonen dran glauben, später eine ganze Raumstation der Föderation.

Szenenwechsel: Wie begegnen Spock im Corona-Quarantäne-Outfit und Frisur, der wohl an einer Art Ritual (Kolinahr) abhält um sich von seinen Emotionen zu “reinigen”. Kurz vor Abschluss spürt er jedoch telepatisch die Präsenz der Wolke und bricht das Ritual ab.

Unterdessen erfährt Kirk auf der Erde, der mittlerweile zum Admiral befördert wurde, von der Bedrohung. Er nutzt die Gelegenheit, um wieder das Kommando über die alte/neue Enterprise zu übernehmen, die gerade generalüberholt und umgebaut wurde.

Zusammen mit einem weiteren alten Crewmitglied Montgomery 'Scotty' Scott, von dem ich nur weiß, dass er der Chefingenieur ist, begibt er sich zum Schiff.

Es folgen 10 Minuten, die man mit “Kirk starrt erhaben auf die Enterprise” zusammenfassen kann.

Der neue Captian der Enterprise, Decker, ist weniger begeistert über seine Degradierung und kurz nach der Kommandoübernahme durch Kirk geht auch schon einiges schief. Der Schiffsarzt (Leonard McCoy) wird zwar noch erfolgreich an Bord gebeamt, der von Kirk gewünschte Wissenschaftsoffizier, ein Vulkanier (nicht Spock) verschwindet, nach einem Transporterunglück im Limbus (whoopsiedaisy).

Kurz nach dem Aufbruch muss Decker auch noch verhindern, dass Kirk alle umbringt, als sie in ein Wurmloch geraten und es gibt einige hitzige Worte zwischen Kirk, Decker und McCoy.

Als dannach eine Fähre an die Enterprise andockt, hat Spock (rasiert und in Schale geschmissen) seinen großen Auftritt und übernimmt seinen alten Posten als Wissenschaftsoffizier.

Da nun die alte Crew, soweit ich sie kenne, komplett ist, ist es, denke ich ein guter Augenblick, um sie mal unter die Lupe zu nehmen und in Relation zur TNG-Crew zu stellen:

Speaking of: Die TOS-Crew (im Vergleich zur TNG-Crew)

Captain Kirk: Wie ich schonmal erwähnt habe, entspricht Kirk so ziemlich dem Archetyp des amerikanischen Helden, ehrgeizig, geradeheraus, vielleicht etwas forsch, mehr Soldat als Entdecker (im Gegensatz zu Picard).

Spock: Als wohl bekannteste Figur aus Star Trek steht Spock wie kein zweiter für kühle Rationalität und Wissenschaft. Zusammen mit seinen “übermenschlichen” Fähigkeiten lässt er sich wohl am ehesten mit Data vergleichen, auch wenn Data mMn mehr Humor und kindliche Neugier besitzt. Auch sind Datas Fähigkeiten eher technischer Natur (duh!) als Spocks Telepathie. Wenn die TOS-Crew eine DND-Gruppe wäre, wäre Spock der Zauberer.

Dr. Leonard McCoy: Ähnlich wie Dr. Crusher scheut auch Dr. McCoy nicht davor zurück, dem Captain seine Meinung zu geigen, auch wenn Dr. Crusher etwas herzlicher rüber kommt, auch scheint er Spock und Beamen nicht leiden zu können.

Montgomery Scott: Einen Chefingenieur, der eine so vordergründige Rolle spielt wie 'Scotty', gibt es in TNG leider nicht (dafür ist mir in der TOS-Crew noch kein Sicherheitschef begegnet). Zumdest in diesem Film bleibt sein Charakter auch eher flach, er ist liebenswürdig, loyal Kirk gegenüber und gewissenhaft.

Über den Pilot Sulu lässt sich auch noch zu wenig sagen, genauso wie über den Navigator Pavel Chekov oder Lt. Uhura, obwohl ich weiß, dass sie auf jeden Fall wichtige Rollen einnehmen.

Zuletzt noch Captain Decker und Lt. Ilia:

Ich weiß nicht, in wie weit die vorher schonmal aufgetreten sind, ich hatte aber den Eindruck, dass sie nur in diesem Film eine Rolle spielen. Decker ist so ziemlich “Kirk in jung und sportlicher” und über Ilia erfährt man außer “love-interest von Decker” auch wenig.

Zurück zur Folge.. zum Film mein ich:

Bei der Wolke angekommen, macht man ein massives Objekt in deren Inneren aus. Kirk will ihr mit runtergelassenen Hosen (ohne Schilde und ohne Scan) begegnen, damit man durch nichts zu einem Angriff provoziert.

Spock gelingt es schließlich telepatisch Kontakt herzustellen und das Objekt dann von der friedlichen Absicht zu überzeugen, woraufhin die Angriffe eingestellt werden und die Enterprise in die Wolke vordringen kann.

Die Struktur arbeitet laut Spock mit Energien die sogar über die Strahlungsleistung der Sonne hinausgehen, ähnelt aber vom Charakter her eher einem Kind

Eine “Energiesäule” taucht auf der Brücke auf, offenbar eine Sonde des Objekts, dass anfängt die Datenbanken des Schiffes auszulesen.

Als Spock das Terminal mit einem gefürchteten beidhändigem Vulkanierschwinger zerstört, gefällt das der Sonde gar nicht. Sie schmeißt mit Blitzen um sich und “vernichtet” Lt. Ilia, wie vorher die Klingonenschiffe. Die Enterprise wird von einem Traktorstrahl ins Innere der riesigen Struktur gezogen.

Bald darauf sendet sie eine neue “Sonde” diesmal in Gestalt einer “umprogrammierten” Kopie von Ilia auf die Enterprise und stellt sich als “Vger” vor.

Spock versucht schließlich eigenmächtig weiter ins innere vorzudringen und zu Vger selbst Kontakt aufzunehmen, was ihm wohl auch gelingt. Er erfährt, dass Vger seinen “Schöpfer” sucht und plant alle “Carbon-Units”(also Menschen) auf der Erde auszulöschen.

Diese Bedrohung wird akut, denn die Vger hat zusammen mit der Enterprise inzwischen die Erde erreicht.

Kirk kann die Ilia-Sonde schließlich dazu überreden, die Vernichtung noch ein wenig aufzuschieben, da er wichtige Informationen für Vger habe, die er aber nur Vger direkt übermitteln könne.

In Vgers Innerem entdeckt die Crew zu ihrer Verblüffung, die NASA Sonde Vovager 6 (das “ova” war verwischt), die in der Welt von Star Trek mehr als 300 Jahre alt ist.

Die Sonde ist auf ihrer Reise offenbar einer Maschinen-Spezies begegnet, die sie in ihrer Programmierung “Suche alle Informationen die du kriegen kannst und bringe sie zurück zu deinem Schöpfer” unterstützt und umgebaut hat, so dass sich im Laufe der Zeit schließlich diese riesige Struktur um die Sonde gebildete.

Speaking of: das Voyager-Programm

Das Voyager-Programm ist wohl eines der bekanntesten und faszinierendsten Nasa-Projekte.

Es umfasst die beiden Sonden Voyager 1 und Voyager 2 (Voyager 3-6 gab es bisher noch nicht und sind auch meines Wissens nicht geplant).

Sie wurden 1977 im Abstand von 16 Tagen gestartet (Voyager 2 zuerst) und ihr Missionsziel war zunächst die Untersuchung der beiden Gasriesen Jupiter und Saturn und deren Monde. Hier ein Schema ihrer Flugbahnen und Swing-by's.

Hierbei schossen die beiden Sonden einige sehr detailreiche Fotos, später auch von Uranus und Neptun, und setzten ihre Reise weiter fort. Voyager 1 verließ unser Sonnensystem am 25. August 2012 und war damit das erste menschengemachte Objekt im interstellaren Raum. Voyager 2. folgte 2018.

1980 nahm Voyager 1 auf drängen des herrausragenden Wissenschaftlers Carl Sagan das mMn eindrucksvollste Weltraumfoto: Pale Blue Dot auf, auf dem die Erde als winziger Punkt aus 6 Milliarden km zu sehen ist.

Als Inspiration für die Science Fiction (und bestimmt auch für diesen Star Trek-Film) spielen auch die Golden Records eine Rolle. Die beiden vergoldeten Kupferscheiben sind an beiden Sonden angebracht und enthalten Informationen, wie die Position des Sonnensystems und der Erde, Grüße in 55 Sprachen, Naturgeräuche, Musik und Audiobotschaften des damaligen UN-Genralsekretärs und des US-Präsidenten, usw., die potentiellen intelligenten Spezies als Botschaft der Menschheit dienen soll.

Die fiktive Voyager 6-Sonde aus Star Trek nimmt im Gegensatz zu ihren Vorgängern, eine weitaus weniger passive Rolle ein. Sie wurde offenbar mit dem Plan verschickt, irgendwann zur Erde zurückzukehren und war mit einer rudimentären KI ausgestattet, die sie dazu brachte Informationen zu sammeln und zurückzubringen.

Voayger 1 und 2 können nicht zurückkehren (zumindest ist das bisher nicht möglich) ihre Mission dauert jedoch bis heute an und lässt sich hier verfolgen: https://voyager.jpl.nasa.gov

Der Funkkontakt wird vorraussichtlich bis 2035 halten. Danach wird ihr Verbleib zunehmend ingewisser. Man kann nur hoffen, dass, falls sie einer intelligenten Spezies begegnet, diese keine feindselige ist. Denn mit den Golden Records wurde die Erde quasi auf den Präsentierteller gesetzt.

Zurück zum Film:

Die Voyager 6 Sonde hat im Laufe der Zeit offenbar “vergessen”, dass ihre Schöpfer Menschen waren und keine Maschinen. Allerdings hat sie offenbar eine Persönlichkeit entwickelt und fragt nun nach einem höherem Sinn ihres Daseins.

V'ger verlangt sich mit einem Menschen zu “vereinen” um deren Perspektive auf das Leben zu erhalten, die ihm fehlt. Decker erklärt sich bereit sich dafür zu opfern und vereint sich, bevor ihn jemand aufhalten kann mit der Ilia-Sonde.

V'ger, bzw. seine riesige Struktur, beginnt sich aufzulösen und dringt dabei offenbar in eine höhre Dimension vor und verschwindet. Decker und Ilia werden von Kirk als “vermisst” gemeldet.

Fazit:

Auch wenn die Charaktere ziemlich flach bleiben (jemand der TOS kennt betrifft das natürlich weniger), finde ich die Idee an sich nicht schlecht.

Der Spannungsbogen plätschert eher so vor sich hin, als einen wirklich zu fesseln und weder Kirk noch Spock sind mir bisher wirklich sympathisch geworden. McCoy hingegen habe ich als sehr vielschichtige sympathische Figur erlebt.

Insgesamt wirkt der ganze Film mehr, als ob man irgendwie versucht hat, die alte Crew wieder zusammenzubringen und dann darum eine Story geponnen hat.

Ich bin trotzdem gespannt, was daraus wird und freue mich auf die nächsten Filme. 🖖

 
Weiterlesen...

from Star Trek Tagebuch

StarTrekTagebuch, 25. Eintrag TNG S01F26 (The Neutral Zone): SpoilerAlert

Ok, letzte Folge dieser Staffel, in der eigentlich nicht so viel passiert, die aber trotzdem sehr interessant war.

Die Haupthandlung lässt sich dabei in zwei-drei Sätzen zusammenfassen:

Die Enterprise untersucht zerstörte Kolonien in der neutralen Zone (neutrale Zone zu wem? kommt gleich..). Sie verdächtigen die Romulaner (sowas wie die Evil-Twins der Vulkanier). Es stellt sich aber raus, als sie auf ein romulanisches Schiff treffen, dass die auch keinen Plan haben und dass deren Kolonien genauso zerstört wurde wie die der Föderation. Nach der Devise: Der Feind meines Feindes ist mein Freund, einigt man sich zähneknirchend, dem Ganzen gemeinsam nachzugehen.

Viel interessanter ist die Nebenhandlung, denn auf dem Weg finden sie eine jahrhundertealte Raumstation mit einigen noch funktionierenden Kryokapseln an Bord.

Die drei Überlebenden an Bord, wurden kurz nach ihrem Tod (!) eingefroren, in der Hoffnung, dass man sie in der Zukunft wiederbeleben und ihre Krankheiten heilen kann.

Speaking of: Kryonik (Kälteschlaf)

Auch wenn man Körper heute schon problemlos einfrieren kann, sind, zumindest menschliche Körper, danach ein bisschen zu tot, als dass man noch viel mit ihnen anfangen könnte.

Zwar kann man kleinere Teile des menschlichen Körpers (z.B. Spermien) gut kryokonservieren. Größeren Organen oder einem ganzen Körper fügt die Abkühlung auf minus 196 °C momentan noch irreparable Schäden zu. Trotzdem gibt es seit den 60er Jahren Anbieter für Kryokonservierung und welche die sie nutzen, eben mit der Hoffnung, dass, wie in der Folge, die Medizin irgendwann weiter ist.

Für die Raumfahrt interessant und in der Science Fiction häufig genutzt, ist auch der Kälteschlaf um lange Weltraumreisen zu überstehen, ohne zu viele Resourcen zu verbrauchen und am Ende der Reise kein alter Knacker zu sein. Andere Faktoren, wie z.B. eine KI die den Kälteschlaf überwacht, etwaige Zeitdilatation oder kosmische Strahlung kommen hierbei aber erschwerend hinzu. Trotzdem ist das eine Technologie, die vielleicht in nicht allzu ferner Zukunft liegt.

Zurück zur Folge:

Bei den drei Überlebenden handelt es sich um eine Hausfrau, einen Finanztypen und einen Musiker (der lustigerweise an Drogenmissbrauch gestorben ist).

Es war interessant zu sehen, gleichzeitig aber auch ein bisschen klischeemäßig, wie die drei jeweils damit umgegangen sind, in einem anderen Jahrhundert aufzuwachen. Einen Technologieschock hatte komischerweise keiner so richtig. Die Hausfrau, die gar nicht wusste, dass sie eingefroren wurde (ihr Mann hatte das für sie “gebucht”) war erst ziemlich verzweifelt, hat dann aber, zusammen mit Troi, nach ihren Urururenkeln gesucht.

Der Finanzier hat sich natürlich zuallererst um sein Geld Sorgen gemacht und ist dabei Picard am meisten auf den Sack gegangen, der ja in dem Moment selbst genug Probleme hatte. Es war wohl ein ziemlicher Schock für ihn, dass es in dieser Zukunft kein Geld mehr gibt und alle den Traum des space communism leben (was sicher auch nochmal Thema eines Speaking of wird).

Der Musiker (der mit dem fürchterlichsten amerikanischen Aktzent gesprochen hat, den man sich vorstellen kann) hat alles eher auf die leichte Schulter genommen.

Da alle seine Werke in Vergessenheit geraten sind (was ich bezweifle, irgendwo werden die schon noch zu finden sein), plant er einfach alles nochmal als brandneu rauszubringen. An Drogen ranzukommen wird aber wahrscheinlich schwierig werden. Ich bin mir nicht sicher, aber es wurde schon ein paar mal angedeutet, dass Drogenkonsum in der Welt von Star Trek, zumindest in der Föderation, der Vergangenheit angehört.

Vielleicht irre ich mich auch und man kann einfach Drogen konsumieren, ohne sich um die negativen Effekte sorgen zu müssen. In dem Fall hat der Musiker natürlich das große Los gezogen.

Die Folge endet mit einem Cliffhanger, man weiß nicht welche Bedrohung den Romulanern und der Föderation gleichermaßen zusetzt. Sind es die Stop-Motion-Krabben? Wer weiß.🖖

Wie bereits angekündigt, werde ich, bevor ich mit der nächsten TNG Staffel anfange, mir die ersten beiden Filme anschauen.

Nach der nächsten Staffel dann Film 3 und 4 und so weiter, so dass ich die ersten 6 Filme vor der 4. Staffel gesehen habe, weil das irgendwie wichtig ist.

Es wird also meine erste richtige Begegnung mit der alten Crew, Kirk, Spock und so weiter sein. Ich hoffe auf viele interessante Einblicke und vielleicht wird dadurch auch vieles in TNG klarer.

 
Weiterlesen...

from Chris

Ein sehhhhr unfertiges Gedicht, was eventuell noch ein paar mal bearbeitet wird.

Hauptsächlich ein paar ideen, die ich zum Thema hatte


“Das tut man nicht, sowas sagt man nicht” Was ein Glück, dass ich kein Mann bin!


Zwei verschiedene Socken anziehen


ich will ich sein ich will frei sein ich will laut sein ich will, was ich will und ich bin, wer ich bin


Nenn mich nicht Mann und nicht Frau was ich mich nicht zu sagen trau ist: Schau mich an!


Ich will gesehen werden nicht als cis, nicht als trans nicht als homo oder hete nicht ace, bi auch nicht tri-, quad-, quin-, hex-, pent- oder poly, pan ich bin nicht von hier und kein Heimatloser ich bin nicht arm nicht reich nicht feige, nicht kühn nicht alt, nicht jung nicht männlich, weiblich, androgyn schön, hässlich, schlank oder fett nicht A,B,C,D,E,F,G,X,Y,Z Ich bin keiner von euch und keiner von denen Frau Mann ich bin alles ich bin nichts ich bin ich ich bin Chris was ist so schwer daran?

 
Weiterlesen...

from Chris

Gott ist auch nur ein Mensch

Gott ist Wütend, er zeigt seine Wut in uns. Gott ist Glücklich, sie zeigt ihr Glück in uns. Gott ist Menschlich, es zeigt deren Herz in Kunst.

 
Weiterlesen...

from Chris

The feelings I get, everything's alright. There's a great summer ahead, everything's gonna be great. So when I look in my eyes Why am I crying? Why am I feeling this way? Why do I play sad songs? Why? Why? Why? I feel joy I feel sad I'm crying I'm lying in chaos Chaos everywhere

 
Weiterlesen...

from Thinkenings

A brief introduction

My name is Garrett and I just discovered this writing space. Hello and thank you for the invite :).

I may use this space for creative writing prompts or technical musings as I continue my programming education.

 
Read more...

from The Order of Entropy

Chapter 1 Unearthing the Roots: Permaculture, Resilience and Community

In an increasingly fragmented world, where urbanisation and technology often distance us from nature and, ironically, from each other, the importance of reconnecting is crucial. The very fabric of society is woven from the threads of community and shared experience. Alongside this, our dependence on the earth is inescapable. As our global environment faces increasing challenges, it's time to consider how we can create communities that are not only sustainable, but also connected and resilient. Permaculture, although often associated solely with agricultural practices, is an all-encompassing philosophy that could be a cornerstone in rebuilding these vital connections. It promotes living in harmony with natural ecosystems and, crucially, with each other.

Why it matters: Permaculture in an age of isolation and environmental crisis

The modern age has brought unprecedented convenience and technological marvels. However, this progress has not come without cost. Many people experience a sense of isolation and loneliness, despite (or sometimes because of) the constant connectedness of social media. In addition, the relentless pursuit of economic growth has often neglected environmental sustainability, leading to climate change, loss of biodiversity and various ecological crises.

Permaculture is emerging as a beacon of hope in the midst of these challenges. It combines ancient wisdom with modern knowledge to guide individuals and communities towards sustainable living. By fostering a deep connection with the environment, it helps to cultivate resilience to ecological challenges. Permaculture also strengthens communities by encouraging cooperation, shared resources and collective effort towards a common goal.

In this sense, permaculture isn't just a set of agricultural techniques; it's a philosophical guide to living. By following its principles, we can create a society that respects the balance of nature and nurtures human relationships.

In this blog post we will explore the foundations of permaculture beyond the garden. We will discover how it empowers communities to become resilient, adaptable and cohesive. We will also learn how permaculture can help alleviate the loneliness and isolation rampant in modern society by rekindling a sense of community.

With permaculture we can sow the seeds for a more resilient and connected world. Our journey through these pages will be one of discovery and inspiration as we explore how we can live in harmony with the natural world and with each other.

Join us as we unearth the roots of permaculture, resilience and community connection. In the coming chapters we'll explore the principles of permaculture, its role in building ecological and social resilience, and how you can be part of this transformative movement.

 
Read more...

from Aus Hypergrid und Umgebung

Wer aktuell nach CopyKat will, z. B. Adachi, Freckles, Xinashi oder eine der anderen Sims, wird feststellen, daß sie offline sind. Das ganze Grid ist offline. Es ist nicht nur offline, sondern es existiert in dieser Form nicht mehr.

Der Grund ist, daß Oni Kiri keinen Bock mehr hat. Es war am Ende einfach zuviel Arbeit. Siehe OpenSimWorld.

Weil wohl einige Leser nur Bahnhof verstehen dürften, sollte ich sehr viel weiter ausholen: Oni Kiri war bis vor sehr kurzem noch der Admin von CopyKat. Er beschreibt sich selbst als „alter Mann in Gestalt eines jungen Mädchens“.

Er ist OpenSim-User der allerersten Stunde und war einer der ersten Einwohner des OSgrid. Vermutlich war es auch noch im OSgrid, wo er sehr viel später seine berühmten Freebie-Sims Adachi und Freckles gestartet hat. Vor allem Adachi war aber zum Brechen voll mit illegalem Content, was dann wohl im OSgrid nicht so gern gesehen wurde. Soweit ich mich erinnern kann, zog Oni daraufhin mitsamt Sims um nach Sacrarium und danach ins Foundation Grid, wohl um der Reputation Sacrariums als „das Copybotting-Gangster-Grid“ zu entgehen. 2021 wurde das Foundation Grid aber abgeschaltet, wie es aussieht, ohne vorherige Ankündigung.

Es dauerte eine Weile, bis Adachi, Freckles & Co. zurückkamen. Denn dafür mußte Oni ein ganz eigenes Grid starten, CopyKat. Weil sich das als stabil und leistungsfähig erwies, wurde es alsbald zum Zuhause auch für andere Leute. Nico Kailani, Eigentümerin von Xinashi, das vielleicht einigen für die “oh Hello”-Komplettavatare auf Athena-Basis bekannt sein dürfte, zog dahin ebenso um wie die Künstlerin Cherry Manga, die dadurch dem Niedergang des FrancoGrid zuvorkam und inzwischen im OSgrid residiert.

Oni war letztlich CopyKat-Admin, Betreiber und Ausstatter einer ganzen Reihe von Freebie-Sims im eigenen Grid, darunter sieben mit „Adachi“ im Namen, und außerdem Clubbetreiber und Eventmanager, weil im CopyKat-Grid durchaus auch Events stattfanden. Man kann sich vorstellen, daß das ein ganzer Haufen Arbeit war.

Letztes Jahr war CopyKat schon einmal eine Weile offline, weil der Server den Geist aufgegeben hatte; es konnte aber gerettet werden.

Jetzt ist es wieder down, weil Oni von jetzt auf gleich die Brocken hingeworfen, sich als Admin zur Ruhe gesetzt, OARs exportiert und in befreundete Hände gegeben und daraufhin das Grid abgeschaltet hat. Das heißt, Bemühungen anderer CopyKat-User, darunter Nico Kailani, CopyKat auf neuen Servern unter neuer Administration aus den vorhandenen OARs ganz neu aufzubauen, wurden gestartet. Nach aktuellem Stand wird CopyKat aber nicht zurückkehren und zumindest Onis Sims auch nicht.

#OpenSim #Grid #News

 
Weiterlesen...